Piaszczyste dno i skały widoczne pod przejrzystą wodą szczeliny Silfra na Islandii

W Islandii można pływać między kontynentami. Ile prawdy jest w tej obietnicy?

Na filmach z Islandii nurek unosi ręce i dotyka jednocześnie dwóch ścian szczeliny, a podpis obiecuje: Ameryka po jednej stronie, Europa po drugiej. Zdjęcie jest prawdziwe. Podpis pod nim już niekoniecznie.

Czy naprawdę dotykacie dwóch kontynentów?

Nie. Þingvellir rzeczywiście leży w strefie ryftowej, w której płyty północnoamerykańska i euroazjatycka rozsuwają się od siebie – to nie jest turystyczna przenośnia, tylko realna geologia widoczna na powierzchni Ziemi. Sama Silfra jest jednak tylko jedną z około stu szczelin rozsianych na przestrzeni blisko 5 km. Park narodowy wprost wyjaśnia, że Silfra zajmuje niewielki fragment tej szerokiej strefy, a nie jest samą granicą płyt.

Co więcej, najbliższa granica biegnąca wzdłuż Silfry rozdziela płytę północnoamerykańską od Hreppafleki – niewielkiej mikropłyty leżącej między dwoma większymi płytami, a nie bezpośrednio od płyty euroazjatyckiej. Ta druga zaczyna się dopiero dalej w obrębie tej samej, szerokiej strefy ryftowej. Dotykacie więc naprawdę żywej granicy tektonicznej – tylko niekoniecznie dokładnie tych dwóch kontynentów, o których mówi podpis pod zdjęciem.

Skąd w ogóle wzięła się ta szczelina?

Popularna wersja głosi, że Silfra powstała w trzęsieniach ziemi w 1789 r., które rzeczywiście nawiedziły Þingvellir i zmieniły krajobraz parku. Sam park narodowy w swoich materiałach edukacyjnych podważa jednak tę datę: szczeliny w tym rejonie poszerzają się o 1–5 mm rocznie, więc dziesięciometrowej szerokości pęknięcie potrzebowałoby co najmniej 1500 lat, by osiągnąć obecny rozmiar. To sugeruje, że Silfra istniała już od ponad tysiąca lat, zanim ktokolwiek spisał historię trzęsień z końca XVIII w.

Trzęsienia z 1789 r. na pewno jednak coś zmieniły. Ksiądz Einar Einarsen pisał w 1863 r., że przed trzęsieniami miejscowi łowili w tym miejscu ryby, a po nich połów się skończył. Coś więc się wydarzyło, tylko niekoniecznie samo powstanie szczeliny, którą dziś zwiedzają nurkowie.

Trzy miejsca, które pokazują to naprawdę

Silfra to główna atrakcja i jedyne miejsce z tej trójki, w którym rzeczywiście wchodzicie do wody. Zasila ją jedno z najsilniejszych źródeł jeziora Þingvallavatn, karmione wodą z lodowca Langjökull, filtrowaną przez porowatą lawę przez około 30 lat. Efekt to widoczność sięgająca ponad 100 m i jedna z najczystszych wód na świecie.

Lądowa część Þingvellir pozwala zobaczyć skalę całej strefy bez wchodzenia do wody. Wąwóz Almannagjá, o szerokości ok. 60 m i głębokości ok. 40 m, biegnie wzdłuż jednego z dwóch głównych uskoków wyznaczających granicę tej części ryftu. Można przejść nim pieszo i zobaczyć, jak szeroka naprawdę jest strefa, w której leży Silfra.

Most Między Kontynentami na półwyspie Reykjanes to zupełnie inna skala obietnicy. Piętnastometrowa kładka, zbudowana w 2002 r. nad jedną z tamtejszych szczelin, ma tabliczkę „Welcome to America” po jednej stronie i „Welcome to Europe” po drugiej. To czysto symboliczna atrakcja – most nie pokonuje rzeczywistego dystansu między płytami, tylko go upamiętnia.

Czy da się tam naprawdę popływać?

Nie w zwykłym sensie tego słowa. Woda w Silfrze ma przez cały rok 2–4°C, więc wejście do niej wymaga suchego skafandra, nie stroju kąpielowego. Samodzielne wejście jest zabronione – nurkowanie i snorkeling odbywają się wyłącznie z licencjonowanym operatorem, zawsze w parach.

Na snorkeling trzeba mieć co najmniej 12 lat, 150 cm wzrostu i 45 kg wagi oraz umieć pływać – kamizelek i innych pomocy do utrzymania się na wodzie używać nie wolno. Nurkowanie wymaga certyfikatu Open Water oraz certyfikatu do nurkowania w suchym skafandrze (albo co najmniej dziesięciu udokumentowanych nurkowań w suchym skafandrze w ciągu ostatnich dwóch lat). Ponieważ źródło zasilające Silfrę ma stałą temperaturę przez cały rok, można tam nurkować i snorkelować w każdym sezonie – to rzadkość wśród atrakcji wodnych.

Obietnica „pływania między kontynentami” sprawdza się więc tylko częściowo: naprawdę wchodzicie do wody w realnej strefie ryftowej, ale robicie to w skafandrze, pod nadzorem przewodnika, w ściśle określonych warunkach – nie tak, jak sugerują zdjęcia z uśmiechniętymi nurkami dotykającymi „dwóch kontynentów” gołymi dłońmi.

Kliknij na gwiazdkę od 1 do 5, żeby ocenić!
[Głosów: 0 Ocena: 0]

Piotr Starzyński

More Reading

Post navigation

Leave a Comment

Dodaj komentarz